#1
Z wielkim trudem otworzyłam oczy. Zamrugałam trzykrotnie, aż w końcu powoli zaczęłam rozpoznawać kształty znajdujące się wokół mnie. Wzięłam do ręki mojego IPhona, żeby sprawdzić godzinę.
- Cholera! - wykrzyknęłam i momentalnie poderwałam się z łóżka.
Była godzina 7;40, co oznaczało, że za pięć minut odjeżdża mój autobus do szkoły.
-Spóźnię się w pierwszy dzień nauki, świetnie!
W pośpiechu wycięgnęłam pierwsze z brzegu obrania w mojej szafy, narzuciłam je na siebie, zarzuciłam na ramię plecak, wciągnęłam moje śnieżnobiałe Conver'se, wrzuciłam do plecaka telefon i popędziłam na dół. W sumie miałam na sobie to: http://www.faslook.pl/collection/luzik-87/
Zatrzymałam się tylko przy lustre, przeciągnęłam rzęsy maskarą i upięłam sobie luźnego koka z tyłu głowy. Ku mojemu zdziwieniu nie wyglądałam aż tak źle!
Wybiegłam z domu, jakie to szczęście, że przystanek był kilkanaście metrów przed nim. Zauważyłam autobus, więc biegiem ruszyłam w stronę pojazdu. W ostatniej chwili wskoczyłam do niego. Opadłam z ulgą na siedzenie. Wreszcie mogłam odetchnąć! Usłyszałam wybracje w plecaku. Szybko go wygrzebałam ciekawa jaką to wiadomość dostałam. Ale to była tylko Emily. No tak, któż inny mógłby pisać do takiej nudnej osoby jak ja..
Ach aż mi się ciepło na sercu zrobiło jak to przeczytałam! Co ja bym bez niej zrobiła?..
Z rozmyślań wyrwał mnie hałas wysiadających z autobusu uczniów.
- Cóż, zapowiada się kolejny niezwykle nudny dzień w szkole, nic dodać, nic ująć - powiedziałam pod nosem, aby dodać sobie choć troszkę otuchy.
Całe szczęście, że po południu idę z Emily i Alec'kiem do kręgielni, więc troszkę się rozerwiemy.
W szkole dzień ciągnął się niezwykle długo. Nauczyciele, jak to zwykle w pierwszy dzień szkoły zapoznawali nas z zasadami i sytemem oceniania. Znam to wszysto na pamięć! Jeśli chodzi o nową klasę, to jest świetna, mega pozytywni ludzie. Szybko złapałam z nimi 'wspólny język'. Bardzo polubiłam moich rówieśników. No może oprócz takiego jednego chłopaka.. Ale nie zamierzałam zwracać na niego większej uwagi. Wychodząc ze szkoły dostrzegłam w oddali czekającego na mnie chłopaka mojej siostry. Przyśpieszyłam, uśmiechając się szeroko, on odwdzięczył się tym samym. Nagle jednak coś wybiło mnie z równowagi. Przedemną stanął wysoki, co najmniej 170cm wzrostu chłopak. Przy nim wyglądałam jak kruszynka. Z impetem zatrzymałam się na jego torsie, podniosłam głowę do góry. Dobrze znałam te rysy twarzy, aż za dobrze.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy! Panna Smith we własnej osobie. - chłopak zadrwił ze mnie.
-Zejdź mi z drogi, Frank. - powiedziałam, i już wyciągnęłam rękę, żeby go odepchnąć, jednak on był szybszy. Zręcznie złapał mój nagarstek, poczułam przeszywający ból.
-Ejże, ejże nie tak szybko! Mamy do pogadania, nie sądzisz? - zaśmiał się i jeszcze mocniej złapał mnie za rękę pociągając mnie za sobą.
-Puść mnie ćwoku, to boli! - krzyknęłam.
Nagle poczułam, że ucisk słabnieje. Zręcznie zabrałam rękę z wtrętnych łap oszczercy. Odpuścił? Niemożliwe! Odwróciłam się i zobaczyłam, że Frank jest podniesiony nad ziemię przez Alec'a. Jakie to szczęście, że był w pobliżu!
-Jeszcze raz ją tkniesz gówniarzu, a nie będzie tak miło. -powiedział chłopak, opuszczając powoli drugiego na ziemie.
-Stary wyluzuj. - odpowiedział - A z Tobą pogadam kiedy indziej, wieśniaro.
Popatrzył na mnie jeszcze przez chwilę, splunął na ziemię i odszedł. Serce waliło mi jak oszalałe, czułam, że słone łzy nabierają mi się do oczu. Alec położył mi rękę na ramieniu.
-Mała wszystko okej? Chodź, zbieramy się, ten kretyn już nigdy cię nie skrzywdzi. - powiedział.
-Dziękuję. Ale wiesz, ja nie pójdę dziś z wami. Chcę pobyć sama, poukładać to sobie. Ale wy bawcie się dobrze, powiedz Emily, że będę w parku, bo znając życie będzie się zamartwiać.
-Jesteś pewna?
-Jasne, Alec! Tylko bez szaleństw mi tam, ok? - mówiąc to dźgnęłam bo łokciem w bok, a on udawał, że zwija się z bólu.
-No dobrze, dobrze, będziemy 'grzeczni' jak zawsze! To do zobaczenia Jess!
-Yhhym, pa. - starałam się by mój głos nie brzmiał załamująco.
Gdy tylko Alec się oddalił, szuciłam się biegiem przez parking szkolny. Nie wiem ile biegłam, łzy ściekały mi po policzkach strumieniamy. Wyglądałam zapewne jak siedem nieszczęść, ale to nie było w tej chwili ważne. 'Jak on mógł mnie tak poniżyć? Po tym co było między nami?' - te pytania przelatywały niczym samolotu, bombardując moją głowę w środku. Zaczynało mi brakować tchu, więc zwolniłam. Niedaleko już był park, pomyślałam, że tam chociaż na chwilę odpocznę. Nagle dostrzegłam pewne poruszenie z prawej strony ulicy. Przez chwilę stanęłam, by dowiedzieć się o co chodzi. Ahhhh, że też byłam taka głupia. Setki dziewczyn pod jedną strasznie wypasioną willą, to może oznaczać tylko jedno - próbóją dorwać One Dieriection, czy tam Direction, sama nie wiem. Zbytnio nie interesują mnie losy zapyziałych gamoni. Zwykłe rozpieszczone bachory, nie znające prawdziwego życia. Oni mają jakiekolwiek uczucia? A zresztą o czym my mówimy, faceci nie mają uczuć. Znów przyspieszyłam, bo dostrzegłam w oddali ławkę. W jednej chwili poczułam mocny 'cios' zadany w moje prawe ramię. Upadłam na ziemię. Było ciemno.





